Ergo Proxy
Przyznam że sięgając po Ergo Proxy miałem mieszane uczucia – z jednej strony pozytywne oceny znajomych, z drugiej fakt że to cyberpunk, za którym nie przepadam. Jednak gdy w moim czytniku zagościła płytka z pierwszymi odcinkami, zatonąłem w EP po uszy.
Na takie post-apo czekałem. Niby kraina twardzieli w stylu Fallouta jest fajna, ale ile można przedstawiać świat po armagedonie jako „taki dziki zachód z Kałaszem zamiast Colta i mutantami zamiast bandziorów”. Tutaj post apokalipsa to stan duszy. Wszędzie wokół pustka i mrok, zdolne doprowadzić człowieka do obłędu.
Fabuła zaczyna się w Romdo, gigantycznej metropolii, ostatniej nadziei na raj dla ludzkości – jak mówi główna bohaterka. A skoro już przy niej jesteśmy... Inspektor R-el Mayer, wnuczka gubernatora Romdo, to postać którą trudno... Lubić. Tak, R-el to wyjątkowo despotyczna i bezlitosna kobieta. Na szczęście autorzy nie przekroczyli granic dobrego smaku, toteż mamy do czynienia z ciekawą postacią, inną niż panny-nimfomanki, jakich doświadczymy w wielu „klasycznych” anime.
Zresztą panowie z Manglobe postarali się o całą galerie charakterów. Mamy tu skorumpowanych urzędników, szalonego naukowca, cybernetyczną dziewczynkę imieniem Pino, oraz inne ciekawe postaci, bez których dobry film obejść się nie może.
Teraz odrobinę narzekania (w końcu za coś muszą mi płacić...). Ergo to świetne anime, jednak zastanawia po co autorzy zajęli się niektórymi wątkami. Nie mają większego wpływu na fabułę, a na siłę przedłużają serię, przez co klimat cierpi.
Reasumując jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Historia jest ciekawa, nietypowa i świetne opowiedziana. Niestety wciąż nie jest to hit na miarę Cowboy Bebop – twórcom nie zawsze wszystko wyszło.
Autor: Dragunov
- Zaloguj się, by odpowiadać